Ten artykuł przeczytasz w 5 minut.
W czasach PRL-u malowano trawę na zielono. Praktyka została powszechnie obśmiana, stając się synonimem upiększania na pokaz. Wciąż jednak ma się dobrze. Na zielono „maluje się” żywność, kosmetyki, środki czystości, usługi. Bo jak jest ekologiczne, to lepsze, i klient zapłaci więcej. A jeśli to ściema?
Jak wynika z najnowszego badania Ekobarometr (SW Research), 46 proc. Polek i Polaków chętniej kupuje produkt z oficjalnym certyfikatem BIO/EKO. Tylko czy zawsze umie odróżnić oficjalny certyfikat od nieoficjalnego? Nie pomyli listka złożonego z 12 gwiazdek z innym zielonym liściem?
Tę niewiedzę często wykorzystują producenci. Wiedzą, że mało kto dokładnie ogląda etykietę, szuka uznanych certyfikatów, czyta skład. Szybciej wpadnie w oko zielony kolor opakowania, motyw roślinny, duży napis EKO, BIO czy „100% naturalne”. Tyle że to często puste deklaracje, niemające pokrycia w faktach. Greenwashing w czystej postaci.
Termin ten ukuł w latach 80. amerykański ekolog Jay Westervelt. Nocował on w hotelu, w którym zachęcano gości do tego, by w imię ekologii nie wymieniali codziennie ręczników. Prośba słuszna, ale z jednej strony – hotel oszczędza na praniu, zasłaniając się szlachetnymi intencjami, z drugiej – branża turystyczna wywiera ogromny wpływ na środowisko, więc rzadsze pranie ręczników niewiele tu zmieni. To ściema, wybielanie, tyle że na zielono.
Dziś mówimy o greenwashingu, gdy mamy do czynienia z kreowaniem fałszywego wizerunku marki lub produktu przyjaznego środowisku. Można powiedzieć, że greenwashing to komunikacja oparta na fałszywych, wprowadzających w błąd lub niedostatecznie udowodnionych deklaracjach dotyczących zgodności produktu lub jego elementów z zasadami ochrony środowiska.

100 procent natury
Z greenwashingiem spotykamy się niemal na każdym kroku. Wystarczy wybrać się do sklepu spożywczego i spojrzeć na opakowania z mlekiem – częstym motywem graficznym jest tam trawa. W domyśle: krowy, które dały to mleko, pasły się na trawie. Może niektóre z nich tak. Wiele mieszka w ogromnych oborach, z których nigdy nie wychodzi – traktuje się je jak maszynki do produkcji mleka.
Na opakowaniu szynki jest logo z zielonym listkiem i napisem: „Rolnictwo przyjazne klimatowi” – co to dokładnie znaczy? Wszak rolnictwo odpowiada za 10–12 proc. światowych emisji gazów cieplarnianych, a hodowla zwierząt odpowiada za większość z nich.
Zajrzyjmy do drogerii. Ściereczki jak bawełna dwóch różnych producentów, na obu informacja, że są w 100 proc. biodegradowalne. Pierwszy producent zaleca, by zużyte ścierki wyrzucić do pojemnika… na odpady zmieszane. Czyli jednak nie są biodegradowalne? Na pewno zużyta ściereczka z pozostałościami detergentów i brudu nie powinna trafić do kosza na bioodpady ani na kompost.
Producent kosmetyków do włosów obiecuje, że z jego marką przyczyniamy się do ochrony zwierząt morskich. Gdy się zgłębi temat na jego stronie, okazuje się, że wsparł… dwa żółwie. Czytamy tam jednak, że „każdorazowe użycie kosmetyku to Twój unikalny ślad w trosce o dobro naszej planety”. W jaki sposób? Nie wyjaśniono. Na opakowaniach produktów jest też informacja, że 91–97 proc. składników jest pochodzenia naturalnego, ale nie mają one certyfikatów COSMOS, ECOCERT czy NATRUE, które w wiarygodny sposób potwierdziłyby deklarację producenta.
Odżywka do włosów innej marki ma znak „Animal test-free PETA vegan”. Na stronie organizacji PETA marka ta jest oznaczona jako nietestująca na zwierzętach. Tylko że PETA opiera się jedynie na deklaracjach producentów i nie weryfikuje ich. Dodatkowo w Unii Europejskiej obowiązuje zakaz sprzedaży kosmetyków testowanych na zwierzętach (dotyczy to gotowych produktów i ich składników).
Na inny przykład zwrócił niedawno uwagę Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Postawił on spółce L’Oréal Polska zarzut naruszania zbiorowych interesów konsumentów. L’Oréal bowiem dla swojej marki Garnier opracował „Zielony System Znakowania Produktów”. Kosmetyki były ocenione w skali od A do E, gdzie A to był produkt „najlepszy w swojej klasie pod względem wpływu na środowisko i społeczności”. Liczyły się tu m.in. kwestie pozyskania surowców, produkcji, transportu czy utylizacji opakowań. Tylko że literom nie przypisano określonego poziomu wpływu na środowisko. Klienci i klientki nie wiedzieli, że Zielony System porównuje tylko kosmetyki grupy L’Oréal, a nie wszystkie dostępne na rynku.
System działał przez cztery lata, do czasu, aż UOKiK wszczął postępowanie. Spółce grozi teraz kara do 10 proc. rocznych obrotów.

UOKiK vs greenwashing
To niejedyna sytuacja, gdy UOKiK – bazując na obecnych przepisach – stawia zarzuty za stosowanie greenwashingu. Rok temu usłyszały je trzy firmy logistyczne – InPost, DPD i DHL, a także Allegro. O co chodziło? Między innymi o twierdzenia o bezemisyjnych dostawach czy „zielonej flocie” – w sytuacji gdy większą część trasy przesyłka przebywała w samochodach spalinowych. W dodatku w polskich warunkach nie da się powiedzieć, że dostawa samochodem elektrycznym jest bezemisyjna – ponad połowa polskiego miksu energetycznego to prąd powstały wskutek spalania węgla.
UOKiK zarzucił też firmom opartą na nierzetelnych i nieweryfikowalnych danych komunikację dotyczącą automatów paczkowych. Odbiór paczek był przedstawiany jako ekologiczny – i mógłby taki być, gdyby wszyscy chodzili po nie pieszo. A jeśli automat jest w sąsiedniej wsi i po paczkę jedzie się specjalnie samochodem?
Ile żyć ma butelka?
Ile razy na plastikowej butelce widziałaś lub widziałeś informację, że „pochodzi z 100 proc. z recyklingu” albo że można ją w 100 proc. przetworzyć? Na butelkach i w reklamach wody Nałęczowianka padały hasła: „butelka w 100% z innych butelek”, „w 100% nadaję się do recyklingu” czy „spotkajmy się jeszcze raz”. Sprawę firmie Nestlé Polska wytoczyła Fundacja CIientEarth, a swoje stanowisko przedstawił też UOKiK. Prześledźmy je dokładniej, bo to doskonały przykład greenwashingu:
- „Hasła […] mogły sugerować konsumentom większą skalę ponownego wykorzystania plastiku i większe niż w rzeczywistości korzyści dla środowiska” – czytamy w komunikacie urzędu.
- Mogły one wywoływać wrażenie, że cała butelka zostanie przetworzona i tym samym zostanie zneutralizowany jej negatywny wpływ na środowisko.
- Hasła sugerowały, że cała butelka będzie przetworzona – w innym miejscu mniejszą czcionką zapisano, że nie dotyczy to zakrętki i etykiety. Nie wszystkie elementy opakowania można bowiem przetworzyć w ten sam sposób.
- Proces recyklingu wiąże się ze stratami materiału, więc nie można sprawiać wrażenia, że z jednej butelki powstanie kolejna.
- Zielona kolorystyka, motywy roślinne i symbole związane z recyklingiem wzmacniały wrażenie, że produkt jest ekologiczny.

Dyrektywa antygreenwashingowa
Skoro UOKiK stawia zarzuty, a Fundacja ClientEarth walczy w sądzie, to znaczy, że istnieją podstawy prawne do walki z greenwashingiem – to ustawa o ochronie konkurencji i konsumenta oraz ustawa o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym. W tym roku Unia Europejska udostępniła kolejną broń – dyrektywę antygreenwashingową, która wzmocni obowiązujące przepisy.
Weszła ona w życie 27 września 2026 roku (w Polsce nastąpi to rok później).
Co zmieni dyrektywa?
Nie będzie można formułować ogólnych stwierdzeń ekologicznych (np. przyjazny dla środowiska, ekologiczny, biodegradowalny, zielony), jeśli nie udowodni się ich wysokiej efektywności ekologicznej. A jak udowodnić? Na przykład uznanym certyfikatem (jak Ecolabel).
Nie będzie też można pisać o neutralnym, ograniczonym lub pozytywnym wpływie na środowisko pod względem emisji gazów cieplarnianych, jeśli się je kompensuje. Tak robiły np. linie lotnicze, które sadziły lasy i w ten sposób mogły chwalić się ograniczaniem emisji.
Podobnie – zakazane będzie mówienie o ekologiczności produktu na podstawie jednej jego cechy. Przykład? „Ekologiczne pudełko”, w którym karton może i jest z recyklingu i bez dodatków, ale kleje już nie.
Zakaz obejmie również przedstawianie jako wyróżnika cechy, która jest wymogiem nałożonym na wszystkie tego typu produkty zgodnie z przepisami prawa. Tu przykładami mogą być oznaczenia, że kosmetyk nie jest testowany na zwierzętach. Albo że peeling nie zawiera mikroplastiku – to też zakazane na poziomie unijnym. Bądź też chwalipost, że w naszej firmie segreguje się śmieci – to ustawowy obowiązek.
Sprawdzam!
Z badań przeprowadzonych kilka lat temu na zlecenie Komisji Europejskiej wynika, że 53 proc. twierdzeń dotyczących ekologiczności zawierało niejasne, wprowadzające w błąd lub nieuzasadnione informacje, a 40 proc. nie miało poparcia w dowodach.
A w hasła te wierzymy. Wciąż 54 proc. Polek i Polaków uważa, że większość twierdzeń dotyczących ekologiczności jest wiarygodna. Jeszcze cztery lata temu uznawało tak niemal 67 proc.
Autorka: Małgorzata Lamperska
Chcesz wiedzieć więcej?
- Recykling – zajawka czy konieczność
- Czym są zanieczyszczenia środowiska?
- Zielone hieroglify, czyli czym są znaki ekologiczne
- Tajemnice OZE. Co kryje biomasa?
- Ślad węglowy – jak mogę go zmniejszyć?
- Zrównoważony rozwój i nowe technologie ekologiczne
- Jakie studia wybrać, jeśli chcemy przyczynić się do przeciwdziałania kryzysowi klimatycznemu
- Doniesienia ze świata pelletów
- Jak nauka pomaga w prowadzeniu zrównoważonego biznesu?

